2009


No i zaczął się. Chociaż jeszcze nie wszędzie... Ale nie bądźmy drobiazgowi. Aha, kto? Niespodzianka. Rok 2009. (Fanfary, fajerwerki i jeszcze parę innych słów na f.) Zaskoczeni, co?

Wszystkim odwiedzającym (już widzę te tłumy... oczyma duszy mojej, rzecz jasna), życzę, by był jeszcze (podkreślenie na tym słowie proszę) lepszy od poprzedniego. By przyniósł Wam nową radość, nowe siły, nowe pomysły.

{Nawiasem mówiąc [a mam teraz na myśli drugi nawias w owym, tfu, poście (jasny gwint, dawniej post był przede wszystkim Wielki...)], zastanawiająca sprawa z tymi różnymi tłumaczeniami. Oczyma duszy mojej to rzekomo odpowiednik szekspirowskiego In my mind's eyes... [Dla słabiej zorientowanych proponuję szerszy fragment: Methinks I see -- Where? -- In my mind's eyes.] Pomińmy milczeniem (nomen omen) kwestię ostatnich słów Hamleta... [W oryginale brzmią: The rest is SILENCE. (Podkreślenie od mojej skromnej osoby pochodzi.)]}

Trochę się matematycznie zrobiło przez te nawiasy. (A nawiasy są, jak wiadomo, różne. Kwadratowe i okrągłe.) Mój profesor logiki byłby... ale może innym razem o nim.


  • Digg
  • Del.icio.us
  • StumbleUpon
  • Reddit
  • RSS

Sylwester mój osobliwy


Osobliwy, bo osobny. Znaczy się, samotny. Siedzę przed komputerem i bloga zakładam... Doprawdy, osobliwy mój Sylwester.

Ciekawa rzecz. Nie poznałem nigdy żadnego Sylwestra. A byłoby to zabawne. Musiałby chyba zostać etatowym organizatorem imprez sylwestrowych... Co roku wiedziałbym z góry, co mnie czeka w Sylwester. Hmm... Sylwester u Sylwestra...

Przepraszam wszystkich Sylwestrów za te głupie sylwestrowe żarty.

Ale co zrobić.

Siedzę sam, bo jakoś nikt o mnie nie pomyślał, a ja nie jestem na tyle bezczelny, by dzwonić, dopytywać się, wpraszać... (To znaczy, należało by raczej rzec: "Bywam nie na tyle bezczelny..." et cetaera). I tyle. Taka sobie historia.
Słucham odgłosów wystrzałów i wyglądam niekiedy przez okno, obserwując tych, którzy od dobrych kilku godzin, pewnie łącząc się w bólu z mieszkańcami Vanuatu, witają nowy rok.
Świecka tradycja. Nowa. Ale co tam! Już przed Wigilią pierwsze strzały było słychać! (Z Rezurekcją im się pomyliło, czy jak?)

Pomyślałem więc, trudna rada, zacznę w końcu tego bloga pisać, skoro i tak Prezes w Kapeluszu sam z siebie, na wyrost, rzekłbym, zadeklarował, że Wojciech Fumel Notatnik osobliwy w ramach Knajpy prowadzi... A z Prezesem w Kapeluszu się nie dyskutuje. Jedna pani dyskutowała była, i jej potem mleko skwaśniało. (Było to zaś, zaznaczyć trzeba, mleko tzw. przedłużonej trwałości.)

Nie radziłbym jednak spodziewać się cudów po tym moim pisaniu. Taki ze mnie czwartorzędowy raczej pisarzyna i czasem skrobnę coś lewą ręką przy kawie (no bo przecież prawą mam kawą akurat zajętą), czasem ktoś życzliwy pochwali, to miło, ale ile w tym prawdy (jak mawiał Stachura). A tak, pod presją, tym bardziej, kawy nawet nie ma -- to cóż dobrego z tego będzie?

Bóg raczy wiedzieć.

Tyle tytułem wstępu, czy może usprawiedliwienia?

  • Digg
  • Del.icio.us
  • StumbleUpon
  • Reddit
  • RSS